Rodzina Ratusińskich: – Czy wyczynowy sport jest dobry dla dzieci?

Przemysław Wacha: – Gdy byłem młody (9, 11 lat) był „starochiński” trening, do 18 roku życia, wprowadzono siłownię. Niestety byłem spadkobiercą tego sposobu trenowania. Przy tak dużym obciążeniu siłowym w wieku 22 lat kończyła się kariera zawodnika. Mam problem z kolanami.

W tej chwili wiek zawodniczy wydłużył się. To trening funkcjonalny wydłużył wiek zawodniczy. Dzięki treningowi funkcjonalnemu jest mniej obciążeń. Kiedyś w Europie zawodnik kończył karierę w wieku 28 lat. Dziś zawodnicy w wieku 32 i 33 lat mają udział w Igrzyskach.

Jest znacznie większa wiedza. Mniejsza eksploatacja i lepszy trening motoryczny.

Dzieci, to nauczanie przez zabawę (8-9lat). Bardziej poważnie uczą się 10, 12 – latki.

Na przykładzie mojego syna, który trenował: judo, karate, piłkę nożną, a teraz dopiero wybrał badmintona, chce się skupić na tej dyscyplinie. Ma 12 lat i trenuje codziennie. Spodobał mu się badminton.

R.R.: – Jaką rolę odgrywa odżywianie i sen w życiu sportowca? Jak to wygląda w Pana przypadku?

P.W.: – Uciekałem od suplementacji. Ważny jest dobry sen i zbilansowana dieta. Dodatkowo tylko izotoniki, magnez, potas, witamina C.

Przed zawodami, dwa dni wcześniej istotne są węglowodany: makaron, ryż.

Generalnie wszystko jest w głowie ! Najważniejsze jest nastawienie w głowie.

Dbamy o sen, odpoczynek i dietę.

Wszystko jest dla ludzi, 2 czy 3 żelki nie zaszkodzą, cała paczka – to już nie wchodzi w grę.

Najważniejsze jest pozytywne nastawienie. Jakby nie przetrenował dobrze, a będzie źle w głowie, nie będzie pozytywnie nastawiony… Głowa jest najważniejsza w sporcie.

R.R.: – Jakie jest Pana zdanie na temat zachowań sportowych i niesportowych?

P.W.: – Wszystko ma swoje granice. Myślę, że u tych maluszków (9, 10 lat), to trenerzy nie ingerują. Później zawodnicy sami się uczą. Zadaniem trenera jest pilnować by pewnych granic nie przekraczać. Bardziej można mówi o niechlujstwie i braku umiejętności w grze, w podawaniu lotek u maluszków.

Uważam, że badminton jest bardzo kulturalnym sportem.

U nas nigdy nie było żadnego dopingu. Jednego może złapali, ale nie było to działanie specjalne, miał kontuzje i brał leki, żeby szybciej się goiło. Nie spotkałem się z tym problemem.

Później w zawodowym graniu jest gdzieś rozbijanie zawodnika. Taki bardziej doświadczony zawodnik ma 18 lat. Próbuje się wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Potrzebna jest edukacja by pewnych granic nie przekraczać.

R.R: – Z jednej strony są granice, z drugiej strony mamy już świadomość, że to zaczyna się już dziać w kategoriach dziecięcych. Może podpatrują u starszych. My staramy się uodparniać dziecko na takie sytuacje.

P.W.: – Jak jest sędzia, to jest mniejszy problem. Sędzia ucina takie zachowania. I ucinają.

Trenerzy powinni edukować dzieci. Dzieci są różne. Bardziej i mniej nerwowe.

Ja coś wiem na ten temat, np. mój syn jest nerwowy. Ja też byłem nerwowy, jak byłem młody. Ostatnio przeprowadziłem z nim rozmowę. Miał trzy turnieje. Zagrał super. Ale tam gdzie miał problem denerwował się. Na jednym turnieju emocje brały górę, denerwował się i ostatni mecz przegrał. Pierwszy grał. Drugi był w nerwach. Chyba później odrobił lekcje. W trzecim przegrywał i nie denerwował się. Wyszło mu to na dobre. I sam o tym mówił: – O faktycznie tato, nie denerwowałem się, pilnowałem tego.

Wszystko idzie się nauczyć. Ja też byłem nerwusem, później wszystko się ułożyło.

R.R.: – Jak przeciwdziałać niesymetrycznemu rozwojowi ciała u zawodników?

Które inne dyscypliny wspierają zawodnika, który chce grać w badmintona, a które przeszkadzają?

Jakiego sportu nie należy się łapać będąc badmintonistą?

P.W.: – Ciężary – bardzo przeszkadzają. Góra nie może być rozbudowana.

Można polecić siatkówkę, koszykówkę. Oczywiście nie przed ważnymi zawodami, bo można wybić palec.

Uważam, że piłka jest bardzo pomocna z szybką pracą nóg. I koordynacja jest mega ważna.

Na przykład narty są trochę przeciwną dyscypliną sportową, bo tam jest ruch w dół nogami, a u nas w badmintonie pracujemy w górę. Generalnie nic nie przeszkadza, a pomaga.

R.R.: – Dobre i złe strony treningów indywidualnych i grupowych?

Czy tracimy nie będąc w grupowym treningu?

Czy trening indywidualny, to dobry pomysł?

P.W.: – Generalnie dzieci, to trening grupowy. One mają się dobrze bawić i uczyć pracy w grupie, że nie wszystko dla nich, że punktualność jest ważna, itd. Ale trening indywidualny też jest istotny.

Patrząc na tenisa, obserwuje, że badminton idzie w stronę tenisa. Jeszcze to nie te pieniądze, nie ta skala. Wrzucenie wszystkich do jednej grupy ma swoje wady. Każde dziecko, każdy zawodnik jest inny.

Uważam, że zawodnicy powinni trenować swoje atuty.

W treningu grupowym trener nie może poświęcić tyle czasu zawodnikowi by te atuty indywidualnie trenować.

Trening indywidualny – tak.

Praca w grupie dla dzieci jest bardzo ważna.

U maluszków przede wszystkim grupa (6 – 7 lat), a 8 – 9 lat można zacząć prac nad techniką.

U Was jest czwórka dzieci, to już jest grupa.

R.R.: – Z czego Pan zrezygnował robiąc karierę sportową?

P.W.: – Zrezygnowałem ze studniówki! Byłem na dwóch, ale nie na swojej.

Akurat to był turniej Mistrzostwa Europy w Glasgow 1999 roku i nie byłem na swojej studniówce.

Zdobyłem brązowy medal w singla i srebrny medal w debla razem z Piotrem Żołądkiem.

To były pierwsze medale dla Polski na europejskich rozgrywkach!

– Czego żałuję?

– Niczego!

Niczego nie żałuję, kocham ten sport i nie wyobrażam sobie robić co innego w życiu!

Gdybym miał się na nowo odrodzić – na pewno wybrałbym badminton, tylko inaczej bym to wszystko poukładał.

A. Sz.: – A co inaczej by Pan poukładał?

P.W.: – Kiedyś były trochę inne czasy, trudniejsze, ale chyba łatwiejsze dla sportu.

Teraz niestety dzieci dużo więcej rzeczy mają i trudniej przez komputery i telefony, zmusić dzieci do cięższej pracy.

My wszystko musieliśmy wyszarpać, oni wszystko mają, i te wyniki kadrowiczów nie są zadowalające.

Nie wznoszą się na wyżyny, wyniki nie są zadowalające. Wbrew pozorom zarabiają dobre pieniądze. Dużo lepsze niż my wtedy.

Podobnie w futbolu, klubowi zawodnicy dostają duże pieniądze.

R.R.: – Czy aktywne oglądanie meczów innych zawodników pomaga w treningach? Chodzi mi o neurologiczny trening – wpatrywania się w plecy zawodnika.

P.W.: – Jak najbardziej. Uważam, że jest to świetny trening.

Janek bardzo często komentuje mecze na Polsacie Sport. Raz na miesiąc jest dobry turniej, gdzie gra Viktor Axelsen. Super pokazane i świetnie skomentowane.

Możecie przyjechać na trening kadrowiczów i popatrzeć jak to wygląda. Bez dwóch zdań.

Telefon do nas i zabierzecie dzieci, żeby popatrzeć na najlepszych zawodników.

R.R.: – Jak radzić sobie emocjonalnie z porażkami, a jak ze zwycięstwami? Szczególnie u młodych zawodników duża huśtawka emocji.

P.W.: – Mogę tu dużo powiedzieć.

Tu weszliśmy na wyższy poziom.

To jest najtrudniejsza rzecz, by te emocje opanować.

Może nie strach, ale przed meczem zawsze są silne emocje i teraz chodzi o to, jak zamienić je w pozytywną energię. Właśnie o to chodzi, że pewne rzeczy można wytrenować i wyćwiczyć. Zawodnicy na najwyższym poziomie potrafią wygrywać, bo sobie z tym radzą, albo to mają, a inni nie do końca.

A dzieci…

przede wszystkim należy wytłumaczyć dzieciom, że porażka ma być motywująca. Przegrałem, nic się nie stało.

Powiem na przykładzie syna.

Zawsze mu tłumaczę, że życie raz jest pod górkę, a raz z górki. Tak samo dzieje się w sporcie.

Zawsze sport przekładam do życia. Dostałeś jedynkę, bo nie nauczyłeś się. Teraz siadasz i przez tydzień uczysz się z książki i poprawiasz. Tak samo w sporcie. Młodzi zawodnicy mają wynieść z każdej porażki naukę. Zawsze z przegranej wyniosę cegiełkę i wtedy coś zbuduję.

Porażka uczy i zawsze coś dobrego z niej wynieść. Żeby wygrywać, trzeba też przegrywać.

Najważniejsze by z przegranego meczu wynieść wnioski – dlaczego: nie dogrzałem się, nie wyspałem się, źle zjadłem, ostatni tydzień jak trenowałem. Wszystkie te rzeczy maleńkie są bardzo ważne. Głowa jest mega ważna. Na końcowy sukces składają się małe cegiełki.

W sporcie jeżeli chce się osiągnąć największe cele, to nie może być nic ważniejszego. Idzie pogodzić szkołę. Niestety trzeba się bardzo poświęcić.

R.R.: – Jakie cechy charakteru pomogły Panu zostać wspaniałym zawodnikiem?

P.W.: – Waleczność.

Zrobienie na treningu wszystkiego najlepiej. Ja zawsze do tego podchodziłem tak że zrobiłeś super trening, to zawsze można coś lepiej zrobić. Zawsze mi było mało. Nawet jak grałem i wygrałem. Mnie zawsze cieszyło, nie tam gdzie było najłatwiej, ale tam gdzie były jakieś trudności, a to brzuch bolał, a to byłem nie wyspany. Przez turniej było bardzo bardzo ciężko. I tak samo z treningami. Jak się chce, to super. Dla mnie trening zawsze razy dwa się liczył, tam gdzie zmęczony, coś mnie bolało, wtedy ten trening mnie najbardziej cieszył.

Jak się chce, to super.

Przede wszystkim ta walka, walka z samy sobą codzienna. Ktoś ściągnął mnie z kortu po dwugodzinnym treningu. A za cztery, pięć godzin, będę miał kolejny i będzie podobnie wyglądał. Monotonia.

O 6:00 miałem treningi, zaczynałem przed szkołą, 7:30 kończyłem, później szkoła do 14:30. O 16:00 kolejny trening do 18:00. korepetycje i wracałem do domu, i do spania.

R.R.: – Niedotrenowanie, jeden, dwa treningi w tygodniu i przetrenowanie. Czy trenując raz w tygodniu można jeździć na turnieje? Czy jest złoty środek, co polecić młodym ludziom?

Wszystko musi być zbilansowane.

Niedotrenowanie wyjdzie samo z siebie.

P.W.: – U dzieci jest bardzo ważny wzrost. Są różnice.

Przetrenowanie, też jest złe. Jeżeli dziecko nie odpocznie dobrze, to też nie będzie dobrze.

Zobaczmy na najlepszych. Mistrz Świata, taki Axelsen. On nie trenuje 20 godzin dziennie. On trenuje dwie godziny rano i dwie godziny popołudniu. Jakość treningu jest bardzo ważna.

Miałem okazję grać w Danii i widziałem jak oni trenują. U nich jest ważna jakość treningu. Zawsze powtarzam

dwie godziny dziennie jest ok. Trzeba zachować umiar i nie przesadzać. Dzieci mają się dobrze bawić. Nie można przesadzić. Gdy za dużo siedzi się na hali, później mają dość.

A.R.: – O czym Pan marzył będąc dzieckiem, co Pan będzie robił jako dorosła osoba?

P.W.: – Ja wszystko przez sport.

Zawsze chciałem wygrywać i być Mistrzem Polski.

Marzyłem o medalu Mistrzostw Europy i to się udało.

Chciałem być Mistrzem Polski.

Tyle Polaków jest, a ja będę najlepszy, to działało na moją wyobraźnię.

A gdy byłem mniejszy, to chciałem być górnikiem, bo mój wujek był i mu zazdrościłem, że zjeżdża gdzieś na dół. To był krótki epizod.

Ula R.: – Z kim Pan teraz ćwiczy?

P.W.: – Generalnie już nie gram, bo jestem za stary. Z kolegami z kadry. Gramy na krótszym korcie by nic sobie nie zrobić, zasem pomagam zawodnikom z U23, ale to wystarczy, że im pomogę i już jestem zmęczony. Dwa, trzy razy w tygodniu staram się trenować.

U.R.: – Jaką inną dyscyplinę sportową Pan trenuje?

P.W.: – Lubię biegać. Czasem w sobotę, albo w niedzielę sobie pobiegnę. Sobie coś w głowie myślę, ustawiam sobie w głowie.

Nauczyłem się na snowboardzie. Kiedyś nie mogłem jeździć i zawsze stałem z boku i patrzyłem jak żona czy syn jeżdżą. Kontrakt mi zabraniał jeździć na nartach, to jak tłumaczyłem, bo tam są trochę inne ruchy.

Piłka nożna kiedyś.

Numer jeden jest badminton.

Ewa R.: – Czy Pan denerwuje się przed zawodami?

P.W.: – Zawsze! Ale to był stres pozytywny. Każdy się stresuje.

Andrzej R.: – Czy ma Pan jakieś zwierzęta domowe?

P.W.: – Mam psa. Rasa corgi. To jest taki lisek, jest bardzo uparta. Moja żona ją rozpieszcza. Pies wymusza wszystko. Daisy. Zawsze chciałem mieć pieska, ale nie mogłem, bo dużo wyjeżdżałem. Teraz syn podrósł, i może pomóc w obowiązkach. Wszędzie ją bierzemy, do restauracji. Wszystko od nas chce, ale to nie moja wina, tylko żony.